Ks. Bartołd: Jeśli władza za bardzo ciemięży podatkami to można ją zmienić

Czy można przestać płacić abonament telewizyjny? Czy nieposłuszeństwo obywatelskie może być uzasadnione? – o tym w Małym Poradniku Grzesznika portalu Fronda.pl, mówi ks. Bogdan Bartołd, proboszcz Archikatedry Warszawskiej.

 

 

ks. Bogdan Bartołd.

ks. Bogdan Bartołd.

 – Podatki generalnie należy płacić w myśl biblijnej zasady: co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi. Poprzez ich płacenie wspieramy to, co ogólnie nazywa się dobrem wspólnym. Problem zaczyna się wtedy, gdy są one takiej wielkości, że człowiek nie jest ich w stanie płacić. Przypominam, że państwo jest instytucją służebną wobec obywateli. Jeśli nakłada ono na obywateli wysokie, drakońskie podatki to, co ma zrobić taki człowiek, jeśli to przekracza jego możliwości. Co ma zrobić? Nie płacić.

 

Słyszymy takie opinie: państwo mnie okrada podatkami, to ja się nie dam i będę tak kombinował, aby ich nie płacić, będę omijał prawo – to jest złe podejście. Nie wolno wyznawać zasady, że jak ktoś mi wyrządzi krzywdę czy okrada mnie – to ja postąpię tak samo, oddaję mu złem za złe. To nie jest ewangeliczne. Jeśli władza mnie okrada to powinienem ją zmienić. Są w demokracji temu służące instrumenty.

 

Biskup Mering wezwał – jesli wszystkie inne środki zostaną wyczerpane – do niepłacenia abonamentu TVP, która promuje satanistę. Czy biskup może wzywać do takiej postawy? Telewizja publiczna ma określoną misję, na którą płacą jej widzowie. Jeśli się jej sprzeniewierza, to należy protestować. To przypomina trochę strajk, który jest ostatecznym pokojowym naciskiem, gdy polubowne rozmowy nic już na dają.

 

Czy posłuszeństwo obywatelskie jest złe? Jeśli władza, jest głucha na postulaty obywateli, to musi się liczyć z konsekwencjami swojego postępowania. Obywatele mogą wymówić swoje posłuszeństwo takiej władzy, która ich niszczy i ciemięży.

o. Błaszkiewicz: Czy metalowa muzyka służy złu?

Co powoduje zły przekaz w muzyce? Czy odwrócony krzyż jest symbolem satanizmu czy chrześcijaństwa? – mówi portalowi Fronda.pl  o. Fabian Błaszkiewicz, jezuita w Małym Poradniku Grzesznika.

 

Ks. Fabian Błaszkiewicz SJ

Ks. Fabian Błaszkiewicz SJ

– Zajmuje się muzyką. Kiedyś muzyka metalowa kojarzyła się z satanizmem. Nie ma jednak muzyki, dźwięku, który byłby ze swej natury zły. Bóg nie stworzył złych dzięków. Tutaj chodzi o to, co dodajemy do muzyki, rytmu, czy dźwięku. Dodany przekaz może zmieniać muzykę w narzędzie dobra bądź zła. Niedobre jest to, że manipuluje się się przekazem poprzez sposób emisji dźwięku. Tu nawet nie chodzi o malowanie twarzy czy scenografię, ale o to w jaki sposób muzyka jest emitowana, czy odkształca świadomość. Najcięższa muzyka metalowa słuchana cicho na domowym odtwarzaczu może niemal uśpić, bo prawie nie wpływa na człowieka. Na koncertach wygląda to zupełnie inaczej, bo celowo jest dobierana koncentracja dźwięków, która jest nie do wytrzymania. Dochodzą do tego światła stroboskopowe. Głośniki emitujące mocne basy są montowane np. w klubach techno w podłodze. Muzyka przenika człowieka, jego ciało pulsuje w takim rytmie, że wpada się w trans i odkształca swoją świadomość. To jest niedobre.

 

Satanizm w muzyce jest też niebezpieczny. Tam jest plucie na chrześcijaństwo. Jeden z zespołów śpiewał, aby znów chrześcijan rzucić lwom. To jest stawanie po ciemniej, złej stronie. Pytanie, kto z muzyków wzywa diabła na koncercie z przekonania, a kto robi to dla celów komercyjnych, bo przysparza mu to popularności i jest na to zapotrzebowanie. Przypomnę, że w czystej niezmanipulowanej muzyce nie ma zła. Są w Polsce zespoły grające głośno i ciężko, które są nie służą złu. Można w zespołach metalowych śpiewać psalmy. Czy to jest złe? Nie.

 

Sataniści za swój symbol uznali odwrócony krzyż. Ale on jest symbolem chrześcijańskim. Św. Piotr na swoją prośbę został ukrzyżowany w taki sposób. Sataniści dodają więc do odwróconego krzyża trzy szóstki. Odwrócony krzyż jest symbolem męczeńskiej śmierci św. Piotra, chrześcijański symbol pierwszego papieża. Bądźmy wierni Jezusowi tak jak św. Piotr – dodaje o. Fabian.

Grzech świętego spokoju

Czy dobrze robię dając pieniądze żebrakowi? A proponując mu jedzenie? To tylko pomoc doraźna, która niczego nie zmieni w jego życiu. A co z tymi, którzy żebrzą na alkohol? „Grzeszę, bo wspieram czyjś nałóg”. – Dawać czy nie dawać? – na pytania portalu Fronda.pl odpowiada brat Marcin Radomski, kapucyn. 

 

/

Samo dawanie żebrakom pieniędzy na ulicy nie jest grzechem, raczej pewnym zaniedbaniem, karmieniem swojego świętego spokoju. „Ja dałem biednym, jestem takim dobrym człowiekiem, a dalej, to już nic mnie nie interesuje”.

 

Cały problem polega na tym, że dając komuś pieniądze na ulicy, tak naprawdę nie wiemy, na co zostaną przeznaczone. Bardzo często żebrzący wyłudzają pieniądze na alkohol, papierosy czy inne używki. O takim właśnie „wspomaganiu” możemy mówić w kontekście grzechu. Bo jeśli widzę podpitego żebraka, to domyślam się, na co wyda on moje pieniądze. Dając mu je, niewątpliwe grzeszę, bo wspieram jego nałóg. I to jest taki grzech świętego spokoju, zaniedbanie, ignorancja, brak wrażliwości. Wiąże się to również z naszym egoizmem, więc tu również dotykamy materii grzechu.

 

Pomaganie żebrakom to także kwestia rozeznania, a to nie jest takie proste. Na ulicy, w ciągu kilku minut, wydaje mi się wręcz niemożliwe. Z mojego doświadczenia, mogę powiedzieć, że ludzi, którzy naprawdę potrzebują trzeba szukać. Oni nie mają takiej łatwości, żeby wyjść na ulicę i prosić. Ludzie, którym łatwo przychodzi żebranie, bardzo często tak naprawdę nie potrzebują pomocy. Często spotykam się z sytuacjami, kiedy przyznają, że „biorą, bo ktoś daje”, a ci, którym naprawdę ciężko, trzeba poszukać, zachęcić, oni wstydzą się przyjść i samemu prosić.

 

Z drugiej strony, rodzi się inna wątpliwość – czy odmawiając wszystkim żebrzącym, nie odmówię komuś, kto naprawdę potrzebuje. Oczywiście, dawanie pieniędzy niczego nie rozwiązuje, bo jak wspomniałem – nie wiemy na co zostaną przeznaczone. Dlatego można zaproponować kupienie jedzenia. Ale to też jest taki środek zamienny, bo niczego nie rozwiązuje. Ty go karmisz, a on dalej pije – prosty mechanizm. To wszystko jest taką pomocą doraźna, która według mnie nie jest rozwojowa. Prawdziwa pomoc jest wtedy, kiedy rzeczywiście dotknie życia drugiego człowieka, sprawi, że coś się zmieni. Danie komuś bułki albo 2 zł niczego nie zmieni.

 

O wiele trudniej, kiedy ktoś Cię prosi o pieniądze, zapytać, na co chce je wydać i dlaczego musi żebrać na ulicy. Wtedy wchodzę z tym kimś w relację, mam szansę naprawdę zadziałać. Pamiętam taką historię – kiedy szedłem jedną z warszawskich ulic podeszła do mnie dziewczyna z chłopakiem. Z daleka widziałem, że czegoś chcą. Faktycznie, poprosili o parę złotych bo na coś im zabrakło. Zapytałem wtedy, na co. Odpowiedzieli, że na piwo, czy jakiś inny alkohol. Pochwaliłem wtedy dziewczynę, że przynajmniej jest uczciwa, nie kombinuje. Dałem jej parę groszy, ale odruchowo z kieszeni wyciągnąłem też różaniec. – Masz, pomodlisz się za mnie – podałem dziewczynie. A ona? Ona się rozpłakała! – Mam się za co modlić – odpowiedziała. Kiedy zapytałem, co się stało, opowiedziała mi, że straciła dziecko, a potem wylądowała z chłopakiem na ulicy.

 

Okazuje się, że takie spotkanie z żebrakiem może być też świetną okazję do ewangelizacji. Bo oni tak naprawdę wcale nie potrzebują pieniędzy. To znaczy, według ich potrzeb – na pewno, ale to jest taka forma podświadomego dawania sygnału, wołania o zainteresowanie. Oni nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Kiedy się nimi zainteresuję, naprawdę mam szansę pomóc.

 

Samo dawanie pieniędzy żebrzącym to również pewna forma poniżania człowieka. Wrzucanie komuś 2 złotych nawet nie patrząc na niego, to dawanie dla samego dawania. Stajemy się kimś, kto ma władzę nad drugim człowiekiem, bo mu dajemy. Ale wchodząc z nim w dialog, mamy szansę nawiązania relacji, pokazania, że naprawdę nam zależy.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska

Cejrowski: Wolałbym aby księża nie zdejmowali koloratek

– Koloratka przypomina mi obrączkę – mówi w swoim programie Wojciech Cejrowski – i twoje kapłanie drogi zaślubiny z Kościołem. Jak nie masz obrączki to mnie wkurza, bo jak żonaty mężczyzna zdejmuje obrączkę wychodząc z pracy, to mam złe podejrzenia, że na dziwki idzie. Jak ksiądz zdejmuje koloratkę, to też mam złe podejrzenia. – Ksiądz nie powinienem chodzić w takie miejsca, gdzie wstydzi się nosić koloratkę – mówi ks. Jan Sikorski, ojciec duchowny duchowieństwa archidiecezji warszawskiej w 11 części Małego Poradnika Grzesznika portalu Fronda.pl.

 

Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski o koloratkach w TVN Style:

 

http://www.dailymotion.com/video/xe6zb7_cejrowski-o-koloratkach_lifestyle

 

A co na słowa Cejrowskigo ks. Jan Sikorski?: – Powołanie kapłańskie dotyczy całego naszego życia. Jesteśmy poślubieni Jezusowi. Taki jest sens celibatu. Znak przynależności do niego jest bardzo ważny. Jest też narzędziem apostolskim, bo przypomina nam samym, kim jesteśmy. Musimy się borykać z trudnościami, a więc nas samych kapłański strój też chroni i przypomina ludziom, że mają swoich pasterzy. Świadomość, że pasterz jest wśród nas jest budujący. Noszenie oznak księżowskich jak koloratka czy sutanna jest istotne. Mówił o tym Jan Paweł II i Benedykt XVI, że sutanna jest cennym znakiem. Widzę też, że księża na ogół o tym pamiętają.

 

Są wyjątkowe sytuacje jak wyjazdy wakacyjne, turystyczne, podróże, czas odpoczynku, relaksu czy „schowania się” przed ludźmi w swojej pustelni i wtedy nienoszenie koloratki czy sutanny jest uzasadnione. Takich sytuacji jest jednak stosunkowo mało. Z zasady ksiądz powinien być rozpoznawalny. Sam powinien tę swoją tożsamość cenić i być jej wierny.

 

Są jednak księża, którzy nonszalancko i ostentacyjnie nie noszą koloratki. Czy jest jakiś trend, wśród kapłanów na nienoszenie „po księżowskiemu”? Jest taka ideologia, z którą się nie zgadzam, że świadczymy tylko czynami tym kim jesteśmy, a nie strojem. Ukryci między ludźmi, bez zewnętrznych oznak, mamy być świadkami Chrystusa i tylko po naszych czynach mamy być rozpoznawani. Dla mnie to, że małżonkowie noszą swoje obrączki – i widać je – są symbolem ich wierności. To dla mnie równie ważny zewnętrzny znak.

Czy zdejmowanie obrączki czy koloratki gdy krępuje, można porównać do zdrady, niewierności? Ksiądz nie powinienem chodzić w miejsca, gdzie wstydzi się nosić koloratkę. Sutanna czasem prowokuje. W mediach jednak ksiądz powinien być rozpoznawalny, że jest księdzem – podkreśla ks. Sikorski.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski

Ks. Grefkowicz: Kiedy objawienia prywatne stają się niebezpieczne?

Kościół nie ulega presji czasowej w procesie potwierdzania objawień. Jak zachowywać się wtedy, kiedy dane objawienie nie zostało jeszcze oficjalnie uznane, a zaczyna cieszyć się coraz większą popularnością wśród wiernych? Na pytania portalu Fronda.pl odpowiada egzorcysta, ks. Andrzej Grefkowicz. 

Ks. Andrzej Grefkowicz

Ks. Andrzej Grefkowicz

Największą ostrożność zalecałbym zachować do momentu potwierdzenia danych objawień przez Kościół. Jak wiadomo, Kościół nie ulega presji czasu w tej materii, więc czasem zdarza się, że jakieś objawienia zaczynają cieszyć się coraz większą popularnością jeszcze długo przed tym, zanim zostaną oficjalnie potwierdzone.

Tak się dzieje w przypadku objawień z Medjugorie. Są one dość mocno rozpowszechnione, choć nigdy nie zostały oficjalnie potwierdzone przez Magisterium Kościoła. Nigdy też Kościół jednoznacznie nie zakazał otaczania kultem tych objawień. W momencie kiedy jakieś objawienia zdobywają coraz większą popularność w Kościele, a nie ma ze strony Magisterium stanowiska, że są one niewłaściwie, myślę, że można się nimi w ostrożny, zdystansowany sposób posługiwać. Ale podkreślam – ostrożny. Nie są one jeszcze oficjalnie uznane, co nie zmienia faktu, że mogą być efektem Bożego działania.

Na czym polega ostrożność w kwestii objawień? To przede wszystkim, skupienie uwagi na skutkach, na owocach, jakie przynosi moje zainteresowanie danymi objawieniami. Odróżnianie dobrych owoców od tych złych zaczyna się od najprostszych, codziennych spraw – czy te objawienia przyciągają, czy może odciągają mnie od Kościoła, czy przypadkiem nie skupiam się na wybranych prawdach wiary, jednocześnie negując inne. Warto zwrócić uwagę, czy nie zatracam siebie zagłębiając się w poznawanie treści danych objawień, tym samym zaniedbując swoje obowiązki domowe, rodzinne czy zawodowe. Czy ta moja pobożność nie utrudnia mi zaangażowania w codzienne życie społeczne, czy może alienuje mnie z niego. Jedyną metodą, jaką można w tej materii zalecić, jest po prostu konfrontowanie skutków tych objawień z moim życiem.

Szatan wykorzystuje wszelkie możliwe okazje, by zwieść człowieka, dlaczego więc miałby pozostawić wolną od swoich zakusów przestrzeń objawień? Stąd właśnie zalecena jest szczególna ostrożność. Dlatego na przykład w procedurze potwierdzania objawień Kościół korzysta z pomocy psychologów. Ta pomoc skupia się na weryfikacji osoby, która ma objawienia. Natomiast, jeśli chodzi o bezpośrednie konsultacje z tą osobą to rola psychologa nie jest wielka – raczej potrzebny będzie dobry spowiednik lub kierownik duchowy.

Rozmawiała Marta Brzezińska

Ks. Szostek: Separacja może ratować małżeństwo, zdrada nie być jego końcem

– Kościół nie jest aż tak niemądry, aby nie znał sytuacji bolesnych – mówi w ramach  Małego Poradnika Grzesznika portalu Fronda ks. prof Andrzej Szostek, rektor KUL.

Ks. Andrzej Szostek

Ks. Andrzej Szostek

Jeżeli współmałżonek jest bity i poniżany, a dzieci krzywdzone i żyjące w strachu i druga strona nie ma się już siły do życia w takim chorym związku małżeńskim, to czy Kościół poparłby w takim wypadku separację małżonków? Rozwód w świetle prawy cywilnego dla kościelnej strony nie jest tożsamy z rozwiązaniem małżeństwa w sensie kościelnym. Kościół nie jest aż tak niemądry, aby nie znał sytuacji bolesnych. Lekarstwem akceptowanym w Kościele jest separacja. Życie osobno. Nie rozłąka, ale następny związek małżeński jest kwalifikowany jako grzech. Jeśli się okaże, że rzeczywiście przed ślubem było dobrze, a w małżeństwie zachowanie współmałżonka zupełnie inne, to być może są podstawy do zakwestionowania ważności małżeństwa. Bo może było to oszustwo, zatajenie czegoś istotnego. Można zwrócić się do sądu kościelnego o stwierdzenie nieważności związku. To nie jest zakończenie ważnego małżeństwa, tylko stwierdzenie, że od początku kanonicznie był nie ważny.

A jeśli w separacji jest niewierność? Nie ma naprawy, skruchy ale wręcz przeciwnie jeszcze gorsze zachowanie? Jeśli to przybiera nawet przykład radykalnego rozejścia się małżonków, to nie jest to jeszcze grzech. Z punku widzenia państwowego może być to rozwód, z kościelnego – nie, choć może stanowić stały rozpad pożycia małżeńskiego. Grzech to wejście w drugi związek małżeński.

Czy mimo bolesnej zdrady można uniknąć rozwodu? Nie jestem w małżeństwie i trudno mi się wcielać w skórę małżonka. Stwierdzenie jednak zdrady przez jednego z małżonków jest sprawą niesłychanie bolesną, dotkliwą i upokarzającą. To uderzenie godzące w to, co jest najbardziej intymne w ludzkim sercu i życiu. Jednak czasem głęboka analiza tego złożonego problemu może spowodować nie tyle rozstanie, ale wzmocnienie związku. To może pokazać trudności w małżeństwie, problemy także u drugiej strony, które po przebaczeniu można wspólnie pokonać. Każdy grzech jest wybaczalny w Kościele (z wyjątkiem grzechu przeciw Duchowi świętemu ale nie o nim tu mówimy) nawet taki jak zdrada. Bóg może z tego wyprowadzić dobro.

 

Czy mamy dziś do czynienia z liberalizację stwierdzenia nieważności małżeńskich przez Kościół? Sprawa dotyczy wprowadzonej przez kilku laty nowej przeszkody wzywającej, dotyczącej trwałej niezdolności realizacji sakramentalnego związku małżeńskiego. Ta nowa przeszkoda, jest rozwinięciem wcześniejszej, dotyczącej kanonicznego wieku zawarcia związku małżeńskiego. Próg 18 lat wyznaczony jako limit wieku ważnego małżeństwa nie odnosi się tylko tylko aktu płciowego i wzbudzenia potomstwa, dlatego, że taką zdolność mają młodzi ludzi wcześniej. Ustanowienie tego progu na wysokości 18 lat, już zakładało nabycie dojrzałości nie tylko seksualnej do zawarcia związku małżeńskiego.

Widzimy, dziś że wielu młodych małżonków nie do końca w małżeństwie jest dojrzałych. Kościół mimo tego nie podnosi progu wieku udzielania małżeństw. O ile dojrzałość biologiczna i płciowa jest dobra o tyle osobowościowa może pozostawiać dziś wiele do życzenia. Trzeba być duchowo i psychicznie odpowiedzialnym, a w efekcie okazuje się, że wiele młodych małżonków nie zdaje sobie z tego sprawy. Kościół uprzytomniwszy sobie tą cywilizacyjną przemianę i niezdolność do bycia małżonkiem, zdecydował się taką niedojrzałość wyodrębnić jako przeszkodę, która może stanowić o jego nieważności.

 

Ks. Stryczek: Markowanie pracy to oszustwo

– Biorąc do kieszeni pieniądze niewspółmierne do naszego wysiłku występujemy przeciwko uczciwości – mówi portalowi Fronda.pl ks. Jacek Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu. 

Ks. Jacek Stryczek

Ks. Jacek Stryczek

Czy bogacenie się jest grzechem? Wolałbym zadać to pytanie w odwróconej formie – czy niebogacenie się jest grzechem? Jeśli wnikliwie przyjrzymy się ewangelicznym zaleceniom, dojdziemy do wniosku, że to właśnie niebogacenie się jest złe. Dbanie o pieniądze wielu wydaje się być podejrzane, tymczasem jest dokładnie odwrotnie!

Pamiętamy wszyscy kontrowersyjną scenę z Ewangelii, kiedy Jezus chwali nieuczciwego rządcę. – Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny – puentuje Chrystus. Co to oznacza? Jezus wymaga od nas pewnego sprytu, zaradności życiowej. Ten, kto będzie potrafił rozsądnie zarządzać swoimi zasobami kto umie zadbać o środki potrzebne do życia, ten jest na dobrej drodze, by jego pieczy powierzyć sprawy Królestwa Niebieskiego.

Jezus chce, abyśmy potrafili sobie radzić w życiu, to znaczy, że mamy być zaradni także pod względem finansowym. Jeśli ktoś nie ma tej zdolności, to oczywiście trudno mówić o tym w kategorii grzechu ciężkiego, ale niewątpliwie ta niezaradność jest pewnego rodzaju zaniedbaniem. Jak powierzyć komuś wielkie rzeczy, jeśli nie potrafi rozsądnie gospodarować swoimi pieniędzmi?

Rzecz ma się bardzo podobnie w kontekście biblijnej przypowieści o talentach. Pan pochwalił tego sługę, który pod jego nieobecność potrafił rozmnożyć podarowane mu pieniądze, a nie zakopał je w ziemi i bezczynnie czekał. Potępiony jest ten, kto nie zajmował się pomnażaniem talentów (czyli pieniędzy: talent to ok. 34 kg złota)

Kiedy jednak dbanie o pieniądze staje się duchowym zagrożeniem? Wtedy, kiedy wartość naszego życia zaczynamy mierzyć wartością posiadanych pieniędzy. Wartość człowieka w żaden sposób nie zależy od ilości zarabianych pieniędzy. Takie myślenie w prostej drodze prowadzi do zatracenia samego siebie. Grzech popełniany także wtedy, gdy na drodze tego naszego bogacenia się zaczynamy krzywdzić naszych bliźnich.

A co wtedy, kiedy deklarujemy się jako bardzo wierzący, pobożni katolicy, a w pracy zaniedbujemy nasze obowiązki? Hołdujemy staremu porzekadłu „zarobić, ale się nie narobić”? To oczywiste, że biorąc do kieszeni pieniądze niewspółmierne do naszego wysiłku występujemy przeciwko uczciwości. Podpisując umowę zobowiązujemy się do rzetelnego wykonywania naszych obowiązków. A markowanie pracy to zwyczajne oszustwo, kłamstwo.

Ten grzech ma również drugi wymiar – markując pracę zaniedbujemy nasze talenty, siły, środki. Bez podejmowania wyzwań stoimy w miejscu, nie rozwijamy się, czyli de facto, grzeszymy. Ewangelia, kiedy naucza o grzechu, nie mówi o nim w sposób statyczny. Grzeszysz jeśli zabiłeś, ukradłeś, zdradziłeś, etc. A jeśli nie zabiłeś, nie ukradłeś, nie zgrzeszyłeś, to też grzeszysz. Nie robiąc nic marnujesz swoje talenty, czyli marnujesz życie.

Pięknie o etyce pracy mówił Jan Paweł II. Zawsze podkreślał, że praca rozwija człowieka, czyni go wartościowym, pokazuje, jakimi jesteśmy ludźmi.

Rozmawiała Marta Brzezińska

O. Alexiewicz: Kiedy odchudzanie staje się grzechem?

Kiedy dbanie o własny wygląd przestaje być czymś naturalnym, a zaczyna szkodzić? Gdzie leży granica pomiędzy głodówką, poszczeniem a robieniem krzywdy własnemu ciału? O tym, kiedy odchudzanie staje się grzechem portalowi Fronda.pl mówi dominikanin, o. Tomasz Alexiewicz, duszpasterz osób uzależnionych. 

O. Tomasz Alexiewicz OP

O. Tomasz Alexiewicz OP

Pytanie o to, kiedy odchudzanie staje się grzechem, jest pytaniem wtórnym. Najpierw należałoby danemu człowiekowi postawić pytanie o bożków. Dziś wciąż mówi się o kulcie ciała, młode dziewczyny zewsząd słyszą: „Musisz być piękna! Musisz być zgrabna!”. Drugim takim po kulcie ciała bożkiem jest młodość. Oszustwo, jakiego dopuszczają się media polega na kreowaniu kultu młodości poprzez pokazywanie ludzi sztucznie pięknych, de facto – sztucznie młodych. Hołdowanie temu bożkowi wynaturzonej wyobraźni sieje w człowieku wielkie spustoszenie.

 

Po drugie, w obecnych czasach obserwujemy, może nie tyle kult zdrowia, co nadużywanie tego pojęcia. W imię karykaturalnie pojętego dbania o zdrowie wpaja się człowiekowi, że musi być szczupły, mieć zgrabne kształty. Fakt medyczny, że otyłość jest większym problemem, wcale nie oznacza, że wszyscy muszą być tak samo chudzi.

Dopiero tutaj możemy mówić o anoreksji, czyli odchudzaniu, które już staje się grzechem. To zaburzenie, na które wpływa nie tylko złe rozumienie pojęcia „zdrowie”, ale także relacje z otoczeniem, z naszymi najbliższymi – rodziną. Często anoreksja bywa reakcją na popsute relacje rodzinne.

W sytuacji, kiedy mamy do czynienia z zaburzeniami postrzegania samego siebie ważna jest nie tylko pomoc dobrego lekarza, ale również psychologa, bo osoby, które na to cierpią potrafią w nieskończoność przesuwać wyznaczone sobie granice. I tak, dziewczyna stając przed lustrem widzi kilkadziesiąt żywej wagi, podczas gdy waży zaledwie 20 kg. Ważna, a jednocześnie chyba najtrudniejsza, jest praca nad rodziną chorej osoby. Często zdarza się, że trwa ona uparcie w przekonaniu, że wszystko jest w porządku i nie widzi w chorobie (zazwyczaj) córki, żadnej swojej winy. Tymczasem problemy z poczuciem własnej wartości i akceptacja zazwyczaj zaczynają się w gronie najbliższych. Człowiek odrzucony przez rodzinę, to człowiek odrzucony przez cały świat.

Jest oczywiście różnica pomiędzy głodzeniem, które staje się robieniem samemu sobie krzywdy, a głodówką, która ma właściwości lecznicze i oczyszczające. Są przecież ośrodki (także rekolekcyjne), które oferują takie posty. Odbywają się one zazwyczaj pod ścisłą kontrolą lekarza. Intensywna dieta sama w sobie nie musi być zła, problem pojawia się wtedy, kiedy dbałość o kształt i wygląd ciała staje się moim bożkiem. Zawsze, kiedy spotykam na swojej drodze jakiegoś wegetarianina czy weganina, zadaję mu kilka pytań kontrolnych. Czy wyrzeka się konkretnej grupy produktów ze względów zdrowotnych, czy może przywiązuje do tego ideologię. Dla człowieka, który mówi: „Wierzę w jednego Boga wszechmogącego…” to Bóg, a nie jego własne ciało ma być na pierwszym miejscu.

Rozmawiała Marta Brzezińska

O. Tomasz Alexiewicz OP – wieloletni duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, opiekuje się grupami uzależnionych.

 

Ks. Isakowicz: Czy niewybaczenie donosicielom i Tajnym Współpracownikom jest grzechem?

Jest przykład Judasza i św. Piotra. Jeden i drugi zdradził – mówi w 6. części Małego Poradnika Grzesznika portalu Fronda.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Ks. Isakowicz-Zaleski

Ks. Isakowicz-Zaleski

Prawo do wybaczenia mają tylko ofiary. Często w ich imieniu wypowiadają się w życiu publicznym osoby, które nie doznały krzywdy, ale zabierają głos jako „autorytety moralne” i wybaczają albo nie. W III RP nie doszło do wyraźnego osądzenia osób, które skrzywdziły innych. I nie chodzi o to aby kogoś skazać ale jasno powiedzieć, że komunizm był złem i ci, którzy służyli komunizmowi postępowali źle. Niestety po roku 89. procesy sądowe za strzelanie do robotników w 1970 r. czy do górników w kopalni Wujek to była kpina. Okrągły stół „uniewinnił” funkcjonariuszy SB. Ofiary więc mają poczucie podwójnej krzywdy, bo były bite, wyrzucane z pracy czy w jakiś inny sposób prześladowane i brak osądu sprawców za te czyny bardzo je krzywdzi. Pamiętam matkę zastrzelonego górnika pod kopalnią Wujek, która z Koszalina dojeżdżała przez wiele lat na Śląsk oczekując sprawiedliwości, która nie nastąpiła.

 

Od strony religijnej w wybaczeniu za krzywdy, powinniśmy się kierować jednak tym, że jest to indywidualna decyzja. To nie jest tak, że masz przebaczyć oprawcom i jest to twój psi obowiązek. Ten który krzywdził często nie rozumie osoby krzywdzonej. W Krakowie była komisja Pamięć i Troska powołana przez ks. kardynała Stanisława Dziwisza. Ta komisja jednak nigdy nie spotkała się z ofiarami. Wielu poszkodowanych działaczy „Solidarności” widzi, że ta komisja wcale nie chce z nimi rozmawiać. To pokazuje, że również działania Kościoła nie służyły temu aby przebaczyć i pojednać się w tej bolesnej sprawie. To mnie bardzo martwi, że Kościół uciekał od rozwiązywania tych problemów. Rozmyto złe działania księży. A co może czuć w sercu osoba, która w swojej teczce znalazła donos księdza na siebie?

 

„Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – to jest wykładnia i wielu moich znajomych w głębi serca przebaczyło swoim prześladowcom, ale chcą prawdy i sprawiedliwości. Przyjęto jednak taką fałszywą zasadę, że ten kto domaga się prawdy jest mścicielem. To jest pomylenie pojęć lansowane często w mediach przeciwnych lustracji. Osoby, które są przeciwne lustracji często lękają się prawdy.

 

Zobaczyłem, jak ludzie którzy na mnie donosili po 20 latach byli wobec mnie bardzo agresywni. To pokazuje, jak duże jest zakłamanie. Ono jest większe niż wcześniej. Jak widzę, w życiu publicznym osobę zachowującą się niesłychanie agresywnie, to widzę, że jest ona wewnętrznie skłócona ze swoim sumieniem. Ona nie jest w stanie przeprosić i w swojej dawnej ofiarze widzi wroga.

 

Za pozytywny przykład mogę podać Stanisława Filoska, który na mnie nie donosił, ale na innych kolegów tak. On przyznał się publicznie do tego. Jako robotnik zachował się przyzwoiciej niż księża po studiach teologicznych, którzy dalej trwają w zakłamaniu.

 

W Niemczech ujawniono wszystkie akta Stasi. Na czele komisji badającej stanął pastor Gnauck. On mi powiedział, że zrobił to dlatego, bo jako pastor jest wolny od wszelkich nacisków politycznych. Chce wyprowadzić też z tego normy moralne i taką normą moralną jest Wielki Tydzień opisany w Ewangelii. Tam jest przykład Judasza i św. Piotra. Jeden i drugi zdradził. Jeden przeprosił i Jezus mu wybaczył. Judasz nie przeprosił i jeszcze do tego popełnił samobójstwo. Piotra Jezus uczynił pierwszym papieżem. Dla grzeszników istnieje zawsze spowiedź, wyznanie winy. Człowiek, który żyje w zakłamaniu – żyje w agresji. Trzeba się autentycznie nawrócić. Nie bać się tego. Życie w prawdzie jest inne.

Not. Jarosław Wróblewski

 

Ks. Sarbinowski: Czy posiadanie buddyjskich figurek i afrykańskich rzeźb to grzech?

Z wakacji przywozimy rozmaite pamiątki. Czy figurki buddyjskich mnichów, łapacze snów i drzewka szczęścia to tylko niewinne ozdoby czy poważne zagrożenie duchowe? W 5. części Małego Poradnika Grzesznika na pytania portalu Fronda.pl odpowiada egzorcysta, ks. Maciej Sarbinowski SDB. 

Ks. Maciej Sarbinowski SDB

Ks. Maciej Sarbinowski SDB

Bóg objawił się człowiekowi jako troskliwy i miłosierny Ojciec, żywo zainteresowany szczęściem swojego dziecka, czyli człowieka. W końcu za każdego z nas ofiarował swojego Syna, Jezusa Chrystusa. Bóg objawił człowiekowi swoją wszechmoc i potęgę, ale nie zniewolił go. Za Benedyktem XVI można powiedzieć, że Bóg wyznaczył, ale nie naruszył immunitetu ludzkiej wolności. Pozostawił człowiekowi wolną wolę, którą on sam może czasem źle wykorzystywać. Wówczas odwraca się od Życia i Prawdy i posługując się stwierdzeniem biblijnego proroka Jeremiasza, zwraca ku „popękanym cysternom”, które nie tylko nie dają mu życia, ale często są źródłem lęków.

Mało mówi się dziś o grzechu bałwochwalstwa, który bardzo często jest przyczyną ludzkich tragedii. Takie „ozdabianie” naszych domów buddyjskimi figurkami, łapaczami snów czy drzewkami szczęścia niewątpliwie do takiej puli grzechów należy. Katechizm Kościoła Katolickiego od art. 2112 wyjaśnia dokładnie, czym jest grzech bałwochwalstwa. Czytamy tam m.in., że każdy, kto korzysta z horoskopów, astrologii, przepowiedni i wróżb, czy korzysta z jakiegoś medium, grzeszy.

Jako kapłan egzorcysta jestem przekonany, że do tej płaszczyzny bałwochwalstwa należy zaliczyć także figurki buddyjskich mnichów, afrykańskie maski, drzewka szczęścia lub inne amulety i talizmany, które mają dać człowiekowi szczęście i uczynić jego życie bezpiecznym. Wszystkie te przedmioty w sposób często zawoalowany i subtelny odciągają od Życia i Prawdy, a jednocześnie ukierunkowują ku śmierci.

Współczesny człowiek nie jest świadomy, że przestrzeń tych przedmiotów, ich duchowość stoi w sprzeczności z Boskim Objawieniem i antropologią chrześcijańską. Na czym ta sprzeczność polega? Krótko mówiąc duchowość chrześcijańska zasadza się wokół Credo, mówimy, że wierzymy w Boga Ojca Wszechmogącego, Syna Jego jedynego, Pana naszego. Zaś te wszystkie przedmioty, o których rozmawiamy nie są neutralne pod względem duchowym. Za ich pośrednictwem można obcować z duchami przodków czy jeszcze innymi, a zdarza się, że mogą być duchy demoniczne. Trudno omówić szczegółowo każdą taką egotyczną pamiątkę wakacyjną, dlatego wspomnę choćby o duchowości Indian, którą zdają się przenikać demoniczne duchy.

 

A co wtedy, kiedy człowiek przywozi do domu te wszystkie egzotyczne pamiątki i trzyma je w mieszkaniu tylko ze względów estetycznych, po prostu jako ozdobę? Tu niestety nie sprawdza się słynne „cogito, ergo sum”. To nie ja kształtuję rzeczywistość już obecną, nie mam wpływu na duchowość, która już jest. Nie jestem pewien, czy te przedmioty nie zostały omodlone przez wróżbiarzy czy szamanów.

W swojej posłudze, jako kapłana i egzorcysty spotkałem się z przypadkami zniewoleń, których źródłem stało się właśnie posiadanie tego typu rekwizytów. Pamiętam, że to były afrykańskie maski, które, omodlone przez wróżbiarza stały się przyczyną cierpień mieszkańca domu, w którym się znalazły.

Jaka jest recepta, by nie przez nieświadomość albo ignorancję nie zwrócić się ku okultyzmowi? Jak mówił św. Paweł, należy unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Dlatego ważny jest pewien radykalizm, zarówno ten fizyczny (czyli wyrzucenie albo nawet zniszczenie wątpliwych przedmiotów), oraz duchowy (skorzystanie z sakramentu pokuty i pojednania). Zasadniczym elementem duchowego oczyszczenia jest także wyrzeczenie się bałwochwalstwa. Jeśli to nie pomoże, może okazać się, że konieczna będzie pomoc nie tylko kapłana, ale również egzorcysty.

Not. Marta Brzezińska

*Ks. Maciej Sarbinowski SDB – duszpasterz akademicki UKSW, egzorcysta diecezji warszawskiej