Ks. Stryczek: Markowanie pracy to oszustwo

– Biorąc do kieszeni pieniądze niewspółmierne do naszego wysiłku występujemy przeciwko uczciwości – mówi portalowi Fronda.pl ks. Jacek Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu. 

Ks. Jacek Stryczek

Ks. Jacek Stryczek

Czy bogacenie się jest grzechem? Wolałbym zadać to pytanie w odwróconej formie – czy niebogacenie się jest grzechem? Jeśli wnikliwie przyjrzymy się ewangelicznym zaleceniom, dojdziemy do wniosku, że to właśnie niebogacenie się jest złe. Dbanie o pieniądze wielu wydaje się być podejrzane, tymczasem jest dokładnie odwrotnie!

Pamiętamy wszyscy kontrowersyjną scenę z Ewangelii, kiedy Jezus chwali nieuczciwego rządcę. – Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny – puentuje Chrystus. Co to oznacza? Jezus wymaga od nas pewnego sprytu, zaradności życiowej. Ten, kto będzie potrafił rozsądnie zarządzać swoimi zasobami kto umie zadbać o środki potrzebne do życia, ten jest na dobrej drodze, by jego pieczy powierzyć sprawy Królestwa Niebieskiego.

Jezus chce, abyśmy potrafili sobie radzić w życiu, to znaczy, że mamy być zaradni także pod względem finansowym. Jeśli ktoś nie ma tej zdolności, to oczywiście trudno mówić o tym w kategorii grzechu ciężkiego, ale niewątpliwie ta niezaradność jest pewnego rodzaju zaniedbaniem. Jak powierzyć komuś wielkie rzeczy, jeśli nie potrafi rozsądnie gospodarować swoimi pieniędzmi?

Rzecz ma się bardzo podobnie w kontekście biblijnej przypowieści o talentach. Pan pochwalił tego sługę, który pod jego nieobecność potrafił rozmnożyć podarowane mu pieniądze, a nie zakopał je w ziemi i bezczynnie czekał. Potępiony jest ten, kto nie zajmował się pomnażaniem talentów (czyli pieniędzy: talent to ok. 34 kg złota)

Kiedy jednak dbanie o pieniądze staje się duchowym zagrożeniem? Wtedy, kiedy wartość naszego życia zaczynamy mierzyć wartością posiadanych pieniędzy. Wartość człowieka w żaden sposób nie zależy od ilości zarabianych pieniędzy. Takie myślenie w prostej drodze prowadzi do zatracenia samego siebie. Grzech popełniany także wtedy, gdy na drodze tego naszego bogacenia się zaczynamy krzywdzić naszych bliźnich.

A co wtedy, kiedy deklarujemy się jako bardzo wierzący, pobożni katolicy, a w pracy zaniedbujemy nasze obowiązki? Hołdujemy staremu porzekadłu „zarobić, ale się nie narobić”? To oczywiste, że biorąc do kieszeni pieniądze niewspółmierne do naszego wysiłku występujemy przeciwko uczciwości. Podpisując umowę zobowiązujemy się do rzetelnego wykonywania naszych obowiązków. A markowanie pracy to zwyczajne oszustwo, kłamstwo.

Ten grzech ma również drugi wymiar – markując pracę zaniedbujemy nasze talenty, siły, środki. Bez podejmowania wyzwań stoimy w miejscu, nie rozwijamy się, czyli de facto, grzeszymy. Ewangelia, kiedy naucza o grzechu, nie mówi o nim w sposób statyczny. Grzeszysz jeśli zabiłeś, ukradłeś, zdradziłeś, etc. A jeśli nie zabiłeś, nie ukradłeś, nie zgrzeszyłeś, to też grzeszysz. Nie robiąc nic marnujesz swoje talenty, czyli marnujesz życie.

Pięknie o etyce pracy mówił Jan Paweł II. Zawsze podkreślał, że praca rozwija człowieka, czyni go wartościowym, pokazuje, jakimi jesteśmy ludźmi.

Rozmawiała Marta Brzezińska

Podziel się na:
  • Śledzik
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Digg
  • del.icio.us
  • LinkedIn
  • Blip
  • Grono.net
  • Drukuj