Ks. Moszoro: Czy grzeszymy poświęcając czas w pracy na prywatne sprawy?

Czy dobre jest załatwienie swoich spraw przez służbowy telefon, kserowanie materiałów na firmowym ksero, jeżdżenie prywatnie służbowym samochodem za służbowe paliwo? A pisanie podczas pracy blogów, komentarzy na forach czy czatach? Gdzie jest granica? O tym mówi w 4 części  Małego Poradnika Grzesznika portalu Fronda.pl, ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski, Opus Dei.
ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski

ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski

Praca opiera się na umowie z pracodawcą. On płaci nam pensję za konkretną pracę. Powinniśmy wykonywać ją rzetelnie. Nie da się wszystkich przypadków, z którymi się w pracy spotkamy zawrzeć w umowie. Wiele z tego prawa zależy od kultury, obyczaju danego kraju. Czy pracujemy solidnie, skrupulatnie czy elastycznie? Jest z tego tytułu wiele nieporozumień w korporacjach międzynarodowych. Jest ogromna różnica w podejściu do pracy np. między Włochem, a Koreańczykiem.

Jeśli pensje są bardzo niskie, mizerne to i zaangażowanie w pracę nie jest zbyt duże. Zajmujemy się wtedy czymś innym, dodatkowym żeby się utrzymać. To nie jest idealne rozwiązanie. Trzeba mieć tutaj też wrażliwe sumienie, aby nie robić tego, na co mam ochotę. To zależy też od kultury pracy danej firmy. Zdarza się, że pracodawca nie ma pretensji, że pracownik załatwia w pracy sprawy prywatne. Inny znowu będzie tym oburzony. Załatwienie swoich spraw przez służbowy telefon, drukowanie, kserowanie swoich materiałów na firmowym ksero, jeżdżenie służbowym samochodem za służbowe paliwo w celach prywatnych… czasem trzeba z tym skończyć, jeśli nie mamy na to zgody. Takie przyzwolenie może przerodzić w zwykłą świadomość kradzież. Nadużywając tego, okradamy swojego pracodawcę.

Gdzie jest ta granica? Jeśli często sam szef np. wrzuca prywatny samochód czy telefon żony w koszta firmy, dając zły przykład pracownikom. Jeśli wyniosę 10 kartek papieru czy całą ryzę jest to kradzież? Wyjątkowa przyczyna może to usprawiedliwić. Można się zapytać przelożonego o zgodę. Jeśli świadomie popełniam zły czyn – grzeszę. Powinienem w sumieniu zadawać sobie pytanie: czy jestem uczciwy w pracy? Czy powinienem być znakiem sprzeciwu wobec nieprawidłowości? Może tak, ale nie przez awanturowanie się. Można mieć wyrzuty, że wzięło się się z pracy długopis, a nie, że zmarnowało się godzinę w internecie, myśląc zupełnie o czymś innym.

Karygodne jest marnowanie czasu w pracy na inne rzeczy jak np. pisanie blogów, komentarzy na różnych forach czy czatach, a nie angażowanie się w swoją pracę. Wtedy nie jesteśmy skoncentrowani na pracy, nic w nią nie wnosimy. Problemem jest spóźnianie, przedłużanie przerw i siedzenie w internecie, jednak największy problem to lenistwo. Ludzie siedzą w pracy w internecie, a potem muszą to nadrabiać po godzinach. Ciekawe, że w przypowieści o talentach najbardziej usprawiedliwiał się ten, co nic nie zrobił.

Podano przykład szefa firmy, który sam płacił za skserowane w pracy materiały? Trzeba takie zachowanie też umieć wyważyć. Z niewolnika nie ma pracownika. Dobrze jak ludzie dobrze się w firmie czują, jak w niej wzrastają ku dobremu. Można z firmy zrobić atmosferę nie do wytrzymania, nie mając zaufania do pracowników. Chodzi o to aby firma pozwalała pracownikom wzrastać, stawać się lepszymi, aby wszyscy się wzajemnie w niej szanowali.

Not. Jarosław Wróblewski

Podziel się na:
  • Śledzik
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Digg
  • del.icio.us
  • LinkedIn
  • Blip
  • Grono.net
  • Drukuj